pejzaz

Wprowadzenie

Nieoczekiwany urok banału

"Z najmłodszego pokolenia twórców tą drogą zdaje się podążać, pozostający pod znaczącym wpływem sztuki Andrzeja Wróblewskiego, Marcin Kędzierski. Maluje stop-klatki zwykłych miejskich obserwacji: mężczyznę poproszonego do telewizyjnej ulicznej sondy, kobietę w metrze, witrynę sklepu, wierzowce itp. "

Piotr Sarzyński. nr 27(2357) Polityka,lipiec 2002r

 

autobus


 


Artyści umywają ręce, biją pianę, obierają ziemniaki i uważają to za sztukę Artystka Julita Wójcik w ramach akcji artystycznej obierała ziemniaki. Wydarzenie miało miejsce w galerii Zachęta i bardzo uraziło części publiczności. Niedawno w tej samej galerii swe prace wystawiała Elżbieta Jabłońska. Na jednej z nich, prezentowanej w maju także na kilkuset billboardach w całej Polsce, artystka siedzi pomiędzy zlewozmywakiem a lodówką przebrana za Supermana. Oba te przedsięwzięcia łączy nie tylko kuchenny kontekst, ale też zafascynowanie banałem.Krytycy życzliwi oskrobywaniu warzyw doszukiwali się w owym akcie manifestacji feminizmu oraz poważnych kontekstów socjologicznych. Niezależnie od intencji artystki jedno nie ulega wątpliwości: w szacownych murach galerii demonstracyjnie uhonorowała czynność do bólu prozaiczną, najbardziej przyziemną z przyziemnych. I to właśnie skalanie obierkami świątyni sztuki tak rozjuszyło niezliczone zastępy rodaków niezłomnie przekonanych, że sztuka to Matejko z Malczewskim i przyległościami. Ale już na pewno nie Julita Wójcik. Mniej konceptualne, a bardziej narracyjne są – wystawiane w Zachęcie – prace Jabłońskiej. Wdziewając kostiumy komiksowych herosów na tle typowej kuchni czy przedpokoju nie tylko lepi w banalnej materii, nie tylko ją honoruje, ale wręcz uwzniośla, przydaje heroicznego rysu. Trywialne odkurzanie, gotowanie czy pranie stają się czynami wielkimi, dokonywanymi przez równą Supermenowi, Batmanowi czy Spidermanowi Supermatkę. A poza, w jakiej odpoczywa po wykonanym zadaniu, do złudzenia przypomina sylwetkę Madonny z dziecięciem na kolanach.Artystą, który skutecznie potrafi swym prozaicznym na pozór akcjom przydać posmaku poezji, jest Cezary Bodzianowski. Jego naśladowanie trywialnych zdawałoby się czynności przez swój absurdalno-ironiczny kontekst nabiera nowych, nieoczekiwanych znaczeń. Rzecz jasna zainteresowanie artystów tym, co szare i normalne, nie jest żadnym odkryciem. Wszak już większość siedemnastowiecznego malarstwa holenderskiego karmiła się obserwacją zwykłej codzienności. Nawet artystyczne wariacje na sprzęty gospodarstwa domowego przydarzały się wcześniej, że przypomnę performance nieżyjącej już Marii Pinińskiej-Bereś polegające na praniu bielizny (1980), sadzeniu róż (1981), myciu rąk (1986) czy ubijaniu piany (1996). Zatem nie walory odkrywcze są cechą charakterystyczną owego, względnie nowego, fenomenu polskiej sceny artystycznej, ale intensywność, z jaką twórcy grzebią się w banale. Z największym zapałem ów proceder uprawiają malarze. Zdarza się oczywiście, że utrwalanie na płótnie najprostszych przedmiotów może być naznaczone niedopowiedzeniem, tajemnicą, poezją, jak u mistrza tego typu martwych natur w XX w. – Giorgia Morandiego. W Polsce z powodzeniem kroczy tą drogą Jarosław Modzelewski. Czy maluje stary piecyk, niedokończony dom, pielęgniarkę mierzącą pacjentowi ciśnienie czy nawet siusiającego pieska, zawsze w jego pracach doszukać się można czegoś ponad prostą anegdotę. Podobnie jest z obrazami Bettiny Bereś. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej trywialnego od rzeczy, które portretuje: rur wodociągowych, miednic, kuchenek gazowych, kranów. A jednak wysmakowaniekolorystyczne i nienaganna, oszczędna kompozycja sprawiają, że widz gotowy jest dopatrywać się w tych dziełach piękna zgoła nieprozaicznego i wyrafinowanego.

Z najmłodszego pokolenia twórców tą drogą zdaje się także udanie podążać,pozostający pod znaczącym wpływem sztuki Andrzeja Wróblewskiego,Marcin Kędzierski. Maluje stop-klatki zwykłych miejskich obserwacji: mężczyznę poproszonego do telewizyjnej ulicznej sondy, kobietę w metrze, witrynę sklepu, wieżowce itp. A jednak sposób narracji, kolorystyka czy kompozycja pozwalają w tych pracach odnajdywać drugie dno. Tu także wypada pomieścić bardzo interesującego,choć nieco na wyrost lansowanego na megagwiazdę najmłodszego pokolenia Wilhelma Sasnala, który m.in. kopiuje okładki kultowych płyt, maluje lotnicze katastrofy czy stare odbiorniki radiowe i telewizyjne.

czytaj dalej: